"The more you see the less you know
The less you find out as you go."
- U2
Luty 1996r.
Ogromne lustro ustawione w garderobie odbijało bladą, zmęczoną
ostatnimi wydarzeniami twarz. Uszła z niego cała siła. Nie było rzeczy, która
gwarantowałaby mu stuprocentowe ukojenie. Jeszcze nie ochłonął po styczniowym
rozwodzie z kimś, z kim jak sądził, spędzi resztę życia. Cóż i tym razem się nie
udało. Znowu wrócił do punktu wyjścia, bogatszy o nowe, bolesne
doświadczenia.
W lustrze widniało odbicie najsławniejszej osoby na świecie, bijącej każde rekordy, posiadającej w mniemaniu innych ludzi wszystko. Otóż nie, nie
miał wielu rzeczy, o których zwykły człowiek nawet nie myślał. Za
wszelką cenę próbował zrekompensować sobie, chociaż w małym stopniu, te
przyziemne przyjemności. Karen Faye dopracowywała ostatnie szczegóły, pomagając
mu w realizacji planu. Nie wyglądał jak on. O nie, teraz był kimś innym. Jasnym
blondynem, o przyprószonym piegami nosie. Przyjrzał się sobie ostatni raz
i mając pewność, że Michael Jackson zniknął, wstał z krzesła i podziękował
makijażystce. Uśmiechnęła się tylko i cicho westchnęła. Doskonale wiedziała jak
bardzo zależało mu na normalnych spacerach po mieście. Kochał je, kochał
poznawać ludzi, obserwować ich, słuchać. A ona starała się go uszczęśliwić, jeśli miesiąc po rozwodzie można było w ten sposób o tym mówić.
Michael założył czapkę z daszkiem i okulary, po czym wsiadł do matowego
GMC V Jimmy High Sierra Classic z 88’ i opuścił swą posiadłość - Neverland. Do Los
Angeles miał ponad dwie godziny drogi, więc poświęcił je na słuchanie muzyki.
Zasnąć by nie zasnął, a tak to chociaż mentalnie mógł odpłynąć do innej,
lepszej krainy. Gdy ukochana Diana Ross kończyła śpiewać “Upside down”, pojazd
zatrzymał się przy Whisky A Go Go, popularnym klubie na Sunset Strip,
umożliwiając Michaelowi, a obecnie Jeffrey'owi Smithowi, posmakowanie
prawdziwego życia, zaciągnięcia się powiewem tymczasowej wolności. Oczywiście
dla bezpieczeństwa kilkanaście metrów za blondynem podążał niepozornie
wyglądający ochroniarz. Michael uważnie śledził zachowania ludzi, powoli
przemierzając kolejne to przecznice. Zazdrościł im, nawet nie wiedzieli jak
bardzo. Był w stanie oddać połowę tego co ma za normalne życie. Oczywiście
swojego nie żałował, lecz czegoś mu brakowało. Swobody w poznawaniu ludzi,
wychodzenia z przyjaciółmi, czy to do kina, czy na kręgle. Pod maską był
bezpieczny, jednak zawsze istniało pewne ryzyko.
Rozmyślenia przerwał Michaelowi jeden bulwersujący incydent. Młoda,
zgrabna dziewczyna szarpała się w objęciach jakiegoś pijanego chłopaka,
krzycząc aby ją zostawił. Ten oczywiście nie odpuszczał, nalegając jeszcze
bardziej aby z nim poszła, a determinacja na jego twarzy wyrażała co najmniej
tyle, że nie miał zamiaru znosić jakiegokolwiek sprzeciwu. O dziwo nikt nie
reagował. Ani kobiety stojące przed The Roxy, ani mężczyźni leniwie palący
papierosy przy swoich świeżo wymytych wozach. Michaelowi nie na rękę było
nadstawiać karku, jednak obskurne dłonie błądzące po ciele prawie płaczącej
dziewczyny przelały czarę goryczy. Odważnym, zdecydowanym krokiem podszedł do
pary i mocno szarpnął natręta, aż ten odskoczył na bok. Tuż za Michaelem pojawił
się ochroniarz, jednak widząc że sytuacja nie jest groźna, subtelnie się
wycofał, nie chcąc budzić podejrzeń w tej i tak już ryzykownej grze.
- Wszystko w porządku? Nic ci nie jest? - Spytał z troską w głosie,
pomagając dziewczynie wstać z chodnika.
- Nie, nic się nie stało. Dziękuję. - Odpowiedziała speszona, jednak
gdy dotknęła prawego policzka w okolicach ucha, lekko syknęła. Na palcach błyszczała ciemnoczerwona
substancja.
- Jesteś ranna. Chodź ze mną, za rogiem jest apteka. Należałoby to
odkazić i zakleić plasterkiem. - Ruchem ręki zachęcił ją do podążania za sobą.
W myślach upomniał się, by nie mówić "Michaelowym" głosem. - To tutaj,
poczekaj chwilę. - Jego ton chociaż ciągle ciepły i przyjemny, nagle stał się
niższy. Dziewczyna nie wychwyciła zmiany, jedynie smutnym wzrokiem oglądała swe
posiniaczone ręce. Michael w mgnieniu oka był z powrotem. Zaopiekował się raną
młodej kobiety, która będąc w szoku nie zwracała na nic uwagi. Dopiero gdy zaproponował jej spacer po parku, wróciła do stanu trzeźwości
umysłowej.
- Dziękuję za pomoc, sama nie dałbym sobie z nim rady. Tak w ogóle to Sophie jestem. - Podała mu nieśmiało rękę.
- Dziękuję za pomoc, sama nie dałbym sobie z nim rady. Tak w ogóle to Sophie jestem. - Podała mu nieśmiało rękę.
- Nie ma za co Sophie. Mów mi Jeffrey. - Odpowiedział jej łagodnym
uśmiechem.
- Tak mi wstyd za to wydarzenie sprzed klubu. Jestem barmanką w The Roxy, chociaż
nienawidzę tej pracy, właśnie za takie sytuacje. Skończyłam zmianę i miałam
wracać, kiedy przykleił się do mnie ten koleś. Chciałam się wyrwać, ale był
silniejszy… - Zacięła się w połowie zdania, a jej oczy zalśniły od napływających
łez.
- Boże, czy on ci coś poza tym zrobił? - Twarz Michaela, a właściwie
Jeffrey'a przybrała gniewny wyraz. Miał nadzieję, że nie. Gwałt był dla niego
najgorszą zbrodnią dokonaną na kobietach
(w większości), pozbawiającą je poczucia własnej wartości i pewności siebie. Z
jego punktu widzenia zbrodniarze dokonujący tego byli zdesperowani i
definitywnie pozbawieni jakichkolwiek uczuć oraz męskości, jeśli nie potrafili
zdobyć kobiety swoim szarmanckim zachowaniem, a jedynie przymusem i
brutalnością w tak bestialski sposób.
- Tylko uderzył. - Pociągnęła nosem, a blondyn zacisnął mocno pięści.
Nie miał pojęcia, jak można podnieść rękę na kobietę, istotę tak piękną i
kruchą.
- Tylko? Niewychowany dupek. - Sam dziwił się słów wpływających pod
wpływem emocji z jego ust.- Sophie musisz na siebie uważać. Może poszukaj
innej, bezpieczniejszej pracy?
- Próbowałam, ale brak wyższego wykształcenia nie pomaga w znalezieniu
opłacalnej posady. Praca w barze zapewnia mi utrzymanie mieszkania z koleżanką.
- Spuściła wzrok. - A mogłam słuchać rodziców, iść na studia prawnicze, teraz
wygrzewać tyłek we własnym fotelu, we własnym biurze, we własnej kancelarii.
Czemu jak zawsze musiałam iść pod prąd?
-Czasami tak jest lepiej... No wiesz, ryzykować. - Michael posłał jej
delikatny uśmiech, na co blondynka nieco się rozchmurzyła. Bacznie obserwowała
“Jeffrey'a”, jego blond włosy, wąskie usta, duże, ciemnozielone oczy i zgrabny
nos. Michael poczuł, że robi mu się gorąco. “Czy mnie rozszyfruje?” - myślał.
- A ty Jeff gdzie pracujesz? - Nagle zmieniła temat, ratując go przed silnymi palpitacjami serca.
- Ja zajmuję się muzyką. Jestem dźwiękowcem niszowych zespołów z
Sunset, a dorabiam sobie rozdawaniem
ulotek. - Wymyślił na poczekaniu, rozkojarzony całą tą sytuacją. - Jak widzisz
mi również nie idzie najlepiej.
- No tak… - Zmyśliła się na chwilę. - Jesteś dźwiękowcem? Nigdy nie
miałam okazji cię widzieć w The Roxy, a grali u nas prawie wszyscy. - Zauważyła,
przyglądając mu się jeszcze dokładniej.
- Nie lubię rzucać się w oczy. - Zaśmiał się nerwowo. Wybawił go dźwięk
telefonu Sophie, która przeprosiła "Jeffrey'a: na moment i w pośpiechu przeprowadziła
rozmowę.
- Przepraszam, ale muszę już iść. Koleżanka źle się czuje i nie
chce być sama w mieszkaniu. Miło było cię poznać. I ogólnie za wszystko
dziękuję. - Uśmiechnęła się lekko, pakując swe rzeczy z kieszeni do torby.
- Również bardzo mi miło i nie ma za co. Mam jedną prośbę. Mogłabyś
zostawić mi swój numer telefonu?
- Eeeee, no jasne. – Nieco niepewnie wyciągnęła kawałek papieru ze
schowka torby i zapisała na nim starannie kilka cyfr, po czym wręczyła
Michaelowi. - Do zobaczenia. - Pomachała mu, by za chwilę szybkim krokiem udać się w
stronę przystanka autobusowego. Odmachał jej, uśmiechając się szczerze, po czym
obejrzał za siebie szukając ochroniarza. Była 22:00 i czas najwyższy aby jechać
do hotelu, gdyż do Neverlandu nie miał siły. Pokój hotelowy zapewnił mu
prywatność i możliwość ściągnięcia z siebie tych wszystkich kamuflujących go
warstw ubrań i makijażu. Powoli pozbywał się przebrania, a więc Jeffrey'a
Smitha. Na nowo stawał się Michaelem Jacksonem, wielką gwiazdą bez prywatności.
Zastanawiał się jak zareagowałaby Sophie, gdyby dowiedziała się prawdy. Czy
dalej byłaby sobą, tą zagubioną i nieco smutną dziewczyną czy może kimś innym,
pragnącym ująć nieco rąbka sławy autora Thrillera? Zasmuciła go materialistyczna wizja kobiety, która wzbudziła w nim zainteresowanie sam nie wiedział właściwie czym. Chyba
całokształt był intrygujący, wart dokładniejszego poznania.
Z tą myślą udał się pod prysznic, który miał oczyścić go ze wszystkich zmartwień i trosk. Ciepła woda otuliła jego twarz, włosy i raniona, a następnie niższe partie ciała. Zamknął oczy i głęboko wdychał zapach swojego ulubionego płynu, na nieszczęście przypominającego mu o tych wspaniałych chwilach, które z upływem czasu stały się bolesne. Lisa była wciąż żywa w jego sercu, brakowało mu jej. Wszystkich wspólnych spacerów po Neverlandzie, rozmów, kąpieli, spędzonych nocy, poranków. Miłości, po prostu miłości, która nagle uległa wypaleniu. Zniknęła bezpowrotnie mimo, iż początkowo bardzo tego nie chciał. Teraz musiał powoli oswajać się z myślą, że nigdy jej nie odzyska. Cierpiąc położył się na łóżku i już miał gasić pilotem główne światło, zostawiając włączoną nocną lampkę, kiedy dostrzegł numer Sophie. W najbliższym czasie pragnął ją ponownie zobaczyć i bliżej poznać. Na obecny moment był zmuszony jednak walczyć z bezsennością i bezkresem czekającej go nocy.
Z tą myślą udał się pod prysznic, który miał oczyścić go ze wszystkich zmartwień i trosk. Ciepła woda otuliła jego twarz, włosy i raniona, a następnie niższe partie ciała. Zamknął oczy i głęboko wdychał zapach swojego ulubionego płynu, na nieszczęście przypominającego mu o tych wspaniałych chwilach, które z upływem czasu stały się bolesne. Lisa była wciąż żywa w jego sercu, brakowało mu jej. Wszystkich wspólnych spacerów po Neverlandzie, rozmów, kąpieli, spędzonych nocy, poranków. Miłości, po prostu miłości, która nagle uległa wypaleniu. Zniknęła bezpowrotnie mimo, iż początkowo bardzo tego nie chciał. Teraz musiał powoli oswajać się z myślą, że nigdy jej nie odzyska. Cierpiąc położył się na łóżku i już miał gasić pilotem główne światło, zostawiając włączoną nocną lampkę, kiedy dostrzegł numer Sophie. W najbliższym czasie pragnął ją ponownie zobaczyć i bliżej poznać. Na obecny moment był zmuszony jednak walczyć z bezsennością i bezkresem czekającej go nocy.
__________________________________________________
Stworzona została nowa zakładka pt."Wspomnienia", w której zamieszczać
będę zdjęcia odnoszące się bezpośrednio do fabuły opowiadania i do
której serdecznie wszystkich zapraszam.
Ale fajnie, kolejne opowiadanie. No i teraz mogę być happy.
OdpowiedzUsuńTak wgl to hej!
Fabuła zapowiada się ciekawie. Tyle było w tym tajemniczości, że ja nie mogę. Gratuluję pomysłu i tyle. Eh czyli, że na starcie Michael bawi się w innego siebie? Ja rozumiem, że on chce choć raz przejść ulicą jak normalny człowiek, ale jeżeli po rozwinięciu znajomości z Sophie bie zaufa jej i nie ujawni prawdziwego siebie to..będzie bigos. Prawdziwy z niego bohater niczym Zorro ratuje damy z opresji. Z mojej strony narazie to tyle. Czekam na nexta. Weny życzę.
Pozdrawiam :***
Witam serdecznie! Miło mi że wpadłaś :)
UsuńDziękuję bardzo za komentarz, wiele dla mnie znaczy, szczególnie, że jeszcze nigdy nie pisałam opowiadania o Michaelu.
Hejka naklejka!
OdpowiedzUsuńJak ja się cieszę, że jest coraz więcej blogów z Miśkiem w roli głównej!
Prolog wyszedł super. Co prawda, było parę literówek, ale przecież to fabuła jest najważniejsza!
Ojoj, a ja tu romans wyczuwam, hihi. Michael taki troszku bohater, ratujący kobietę. Bardzo spodobał mi się ten fragment: "Gwałt był dla niego najgorszą zbrodnią dokonaną na kobietach". Ja również jestem zdania, że gwałt jest okropny, a tym fragmentem mnie kupiłaś.
Dawaj następną notkę!
Weny życzę!
/Pozdrowienia
Martysia <3
Dziękuję bardzo za pozytywny komentarz. Miło mi, że pokusiłaś się o przeczytanie tego co tworzę :) A co do literówek, to wytykaj mi je śmiało, będę mogła je poprawić. Staram się kilkakrotnie sprawdzać to co publikuję, ale nie zawsze dostrzegam błędy.
UsuńKolejny blog o MJ *.* lecę czytać kolejne notki! *.*
OdpowiedzUsuńHehe. Czy mi się wydaje, czy Ty też nie lubisz Lisy? XD